- zlikwidować KRUS (to jest jakaś parodia równości i demokracji, że większość społeczeństwa dopłaca się rolnikom do emerytur),
- znieść wszystkie przywileje emerytalne, w szczególności górnikom; każda praca ma swoją wartość, jeśli jest ona dla kogoś zbyt niska, to niech nie pracuje w tym zawodzie,
- zacząć powolną likwidację ZUSu;
Gnomia Nora
Gnoma w klawiaturę stukanie
poniedziałek, 21 czerwca 2010
Dlaczego głosowałem na Korwina, czyli o gnomim spojrzeniu na politykę
środa, 19 sierpnia 2009
VI Konwent Miłośników HoMM i Fantasy
Szkoda tylko, że taka impreza odbywa się raz do roku. Ale warto wyczekiwać kolejnego 9 sierpnia, bo znów się zacznie.
sobota, 1 sierpnia 2009
Niemieckie korki
Następny przymusowy postój mieliśmy kilka godzin później. Powodem było prowadzenie przez ichniejszych elektryków kabli nad drogą. Całość - zatrzymanie ruchu na autostradzie, przeciągnięcie drutów i uprzątnięcie śmieci - przebiegła bardzo sprawnie, po 15 minutach nie było śladu po tak wielkim sznurze samochodów...
czwartek, 23 lipca 2009
Siviez 2009
Jeszcze jutro, czyli piątek, i wracam do Polski. Powinienem być w kraju jakoś w nocy z soboty na niedzielę, to i w końcu telefon zacznie mi działać.
Z tym telefonem to ciekawa sprawa, tak swoją drogą. Muszę skontaktować się z Plusem i dowiedzieć, o co chodzi. W zeszłym roku roaming działał jak najbardziej poprawnie, więc przed wyjazdem dwa tygodnie temu w ogóle nie zainteresowałem się tym tematem - jak się okazało po przekroczeniu granicy polsko-niemieckiem - telefon nie złapał żadnej sieci. Całe szczęście, że miałem ze sobą drugi numer, w simplusie (w którym nigdy roamingu nie włączałem), bo zostałbym bez kontaktu z cywilizacją.
wtorek, 21 lipca 2009
O Szwajcarii słów kilka
A mianowicie o jej francuskojęzycznej części, konkretnie - kantonie Valais. Dla mnie to wszystko wydaje się oczywiste, ale a nuż przyda się komuś, kto po raz pierwszy postanowi odwiedzić ten region Alp.
Po pierwsze - jedzenie. Najlepiej kupować w Migrosie - te zielone opakowania to własna marka tego sklepu. Na początku można do tego podchodzić nieufnie - wszak wiadomo, jaką jakością produktów charakteryzują się paczki z napisem "Tesco" czy "Real". Na dodatek te ceny - najniższe. Tutaj jest jednak zupełnie inaczej - jedzenie oznaczone marką własną sklepu jest całkiem dobre, na poziomie polskich produktów ze średnio-lepszej półki. Nawet piwo w puszkach z napisem Coop (kolejna sieć sklepów) jest jak najbardziej zdatne do picia.
Internet w Szwajcarii jest bardzo drogi. Godzina przy komputerze w Siviez (gdzie mieszkam) kosztuje 9Chf. Dwie godziny dostępu do wi-fi z własnego laptopa to 12Chf. Co więc należy zrobić, aby swobodnie móc korzystać z dobrodziejstwa sieci? Poszukać, pochodzić z laptopem. Szwajcarzy mają najwyraźniej bardzo wysokie poczucie bezpieczeństwa, znalezienie niezabezpieczonego wi-fi nie stwarza żadnych problemów. Należy przy tym pamiętać, aby nie nadużywać dobroci gospodarzy - nie ściągać większych plików, nie oglądać filmów na YT - najlepiej pozostać niezauważonym.
Jeśli chodzi o drogi - Szwajcarzy jeżdżą bardzo przepisowo. Nawet na autostradzie rzadko zdarza się, by ktoś przekroczył dozwoloną prędkość 120km/h, a jeździć po miasteczkach szybciej niż 50km/h po prostu nie wypada. Zawsze zatrzymują się na pasach, widząc, że ktoś chce przejść przez jezdnię. Wątpię, żeby ta ich przepisowość wynikała tylko z ich charakteru jako nacji. Szwajcarzy mają bardzo sensownie rozmieszczone znaki - kiedy jadąc widzisz tutaj znak stop, to wiesz, że rzeczywiście jest potrzeba, by się zatrzymać. Ich teren zabudowany zaczyna się razem z gęstszym zabudowaniem, a nie tak jak u nas w kraju - bardzo często jeszcze w środku lasu.
To chyba tyle, jeśli chodzi o najważniejsze myśli Gnoma Dobrej Rady.
poniedziałek, 20 lipca 2009
Polacy za granicą
Rozpoznawanie narodowości mijanych na alpejskich szlakach ludzi przychodzi mi zadziwiająco łatwo - blondwłosi Niemcy rzadko odpowiadają na miejscową odmianę "dzień dobry", ciemnowłości Francuzi są zawsze zadowoleni z życia i uśmiechają się do wszystkich, dobrze ubrani Szwajcarzy zatrzymają auto kiedy tylko zobaczą, że ktoś może chcieć przejść przez jezdnię.
A Polacy... No cóż. Ubrana w długą suknię babcia przy kości z rozwrzeszczanym bachorem u boku robiąca hałas na cały sklep okazała się być, zgodnie z moimi przypuszczeniami, polką. Tak samo hałaśliwa rodzinka z dwójką dzieci. Innym przypadkiem była rodzina, która przyjechała w sobotę wieczorem (już po zamknięciu Interhome), nie znająca żadnych języków obcych. Nie pofatygowali się nawet, by przeczytać informacje przesłane im pocztą przez firmę. Szczęśliwie spotkali Mamuta, inaczej chyba spędziliby całą niedzielę koczując na korytarzu.
Wyprowadzając późnym wieczorem psa na spacer minąłem też zabawnego osobnika, w którym natychmiast poznałem rodaka. Najpierw szedł brzuch, potem reszta ciała, a na końcu zdezorientowana twarz, która nieudolnie próbowała przyjąć wyraz "ja tu jestem panem". Sandały założone na skarpety stanowiły tylko dopełnienie obrazu.
Wnioski z powyższego pozostawiam innym... Ale cóż, każda nacja musi się najwyraźniej czymś dobrym lub złym charakteryzować...
sobota, 20 czerwca 2009
PKS versus PKP 1:0
Jako, że nie jestem miłośnikiem autobusów, by wręcz nie powiedzieć, że nienawidzę tych obleśnych, zamkniętych, kołyszących się na boki metalowych pudełek – chciałem pojechać do dawnej stolicy pociągiem, co wydało mi się najnaturalniejszym odruchem na świecie. Byłem także świadom, iż z Częstochowy przez Myszków jeździły i przyśpieszone, i pośpieszne do Krakowa. Byłem gotów się na nie zdecydować nawet płacąc parę złotych więcej, byle tylko nie być zmuszonym do podróży autobusem.
I cóż się okazało? PKP zlikwidowało praktycznie wszystkie bezpośrednie połączenia z Częstochowy do Krakowa. Musiałbym tłuc się osobówką przez Katowice, a dopiero tam przesiąść się do pośpiesznego. Pośpiesznego, który kosztuje dużo więcej niż osobówka, a jedzie tylko kilka minut krócej.
Czy muszę dodawać, że jazda autobusem, który to musiałem wybrać, trwała niecałe dwie godziny, a wedle rozkładu PKP pociągiem do celu jechałbym prawie dwa razy dłużej? Chciałem dofinansować polskie koleje – ale niestety nie byłem w stanie, gdyż mój jednodniowy wypad do Krakowa skróciłby się tak znacznie, że nie miałby w ogóle sensu.